Autor Wiadomość
Sexy Boy
PostWysłany: Nie 21:28, 04 Lut 2007    Temat postu:

- Wunder gescheh'n - 10/10 na początku miałem mieszane uczucia do tego utworu bo jest zarazem przyjemny dla ucha ale i nie przypomina mi nena-bandu który tak uwielbiam, ale teraz można powiedzieć że "dorosłem" do tej płyty i spokojnie mogę dać temu utworowi 10 p. no i mówi o tym że zycie pełne jest cudów które my uważamy za rzecz oczywistą, zdecydowanie mój ulubiony utwór na płycie


- Du bist uberall - 9/10 nawet fajny utworek, nie wiem jak innym ale ja słucham go z przyjemnością


- Hero - 10/10 co tu dużo mówić, utwór nie wszystkim się może podobać ale kiedy Nena wspominała o zmarłym synku który zmarł jeszcze w tym samym roku to trudno żeby nagrywała Machs Docha, jak dla mnie to jest to piękny i wzruszający, temu utworowi daje 10 p.


- Schlaflied - tutaj mam mały problem bo na mojej płytce tego nie ma Sad

- Weisses Schiff - 8/10 podoba mi się ten utwór ale nie żebym jakoś za nim przepadał, nie wiem czy tylko mi się tak wydaje ale to chyba również mówi o Christopherze ( nie czytałem nigdy tekstu więc nie bardzo wiem czy mam rację )

- Im Rausch der Liebe - 8/10 przyznam że podoba mi się ten utwór Smile nie jest za szybki a zarazem nie za wolny, tekstu niestety nie rozumiem ale ogólnie piosenkę uznaję za fajną, której też często słucham

- La Vie c'est la chance - 6/10 jakoś do mnie nie przemówił utwór, chyba też mówi o małym Christopherze bo jest taki spokojny, ponieważ tekstu nie czaje to zwróce uwagę na melodie, niezbyt mi się to spodobało mimo tego że piosenki na płycie Wunder Gescheh'n bardzo lubię to ta jest drobnym wyjątkiem

- Keine langeweile - 10/10 tutaj zaś bardzo spodobał mi się ten utworek, jest żywy i mnie wpadł w ucho, daje 10 p.


- Steht auf - 8/10 utwór nie jest zły, można posłuchać i przyznam że podoba mi się

- Abschied - 7/10 tekstu nie rozumiem więc przechodzimy do muzyki, może gdyby od początku facet uderzał w tą perkusję a nie dotykał jej pałkami to piosenka miała by dodatkowy punkt, daje 7 p.
....
PostWysłany: Czw 0:58, 01 Lut 2007    Temat postu:

Wunder geschenen to jedna z mych najbardziejulubionych płyt Neny!

Wunder geschehen - dla mnie bardzo optymistyczny utwór, zawsze słuchając go myślę jak wspaniały comback miała Nena po rozpadzie Bandu! - 10p.
Du bist uberall - wspaniałe nagranie ku czci Christophera - najlepiej zrozumie je ktoś, kto stracił najbliższą osobę... 10p.
Hero - przy tym poprostu wymiękam! Wujek przetłumaczył mi kiedyś artykuł o Christopherze; przepiękny hołd miłości matki dla synka - 10p.
Schlaflied - dopiero teraz wiem, że to mała Nenę słychać w tle, kiedyś myślałam, że to dziecko Nani i Jurgena... W 1990r. śpiewałam tę kołysankę siostrzeńcowi w Niemczech - Aleksandrowi (teraz ma 17 lat) - 9p.
Weisses Schiff - utwór, który zawsze przywodzi mi na myśl Hamburg. I aż wstyd się przyznać, że dopiero z polskiej strony Neny po powrocie z Niemiec dowiedziałam się, że Nena tam mieszka - piękny utwór -9p.
Im Rausch der Liebe - mój faworyt na tej płycie! Uwielbiam ten rytm i ten tekst - trochę przypominał mi muzę wczesnych lat 80 (new romantic) - 10p.
La vie ces't la Chance - fajny eksperyment Neny i ulubiony utwór mego męża - 9p.
Keine Landeweile- wesoła Nena, lubię ten utworek - 7p.
Steh auf - typowa rockowa Nena - 9p.
Abschied - wspaniały blues w wykonaniu Neny ! 9p.
Nenaland
PostWysłany: Wto 18:52, 30 Sty 2007    Temat postu: Album "Wunder gescheh'n" (1989)

Tutaj będzie bardzo osobiście...

To była jesień 1991 roku…Od trzech lat Nena była dla mnie tylko mglistym wspomnieniem dzieciństwa. Tak, przyznam się bez bicia - był taki okres, kiedy odeszła w cień, i uważałam, że należy już do przeszłości. To był okres, kiedy zaczęłam dorastać, moje życie zaczęło się gwałtownie zmieniać i nie było już w nim miejsca dla idoli z dziecięcych lat. Jednak po trzech latach „zdarzył się cud”…
We wrześniu 1991 roku trafiłam w jednej z gazet na adres fan clubu Neny „Zusammen”, i postanowiłam do nich napisać, by dowiedzieć się, co słychać u mojej dawnej ulubienicy. Kilka tygodni później miałam już w ręku fan klubowy magazyn, i moja dawna „nenomania” zaczęła się budzić ze snu. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, kiedy wyciągałam z szarej koperty „nenową” gazetkę, którą potem przeglądałam i czytałam z wypiekami na twarzy. To było jak spotkanie po latach koleżanki ze szkolnej ławy, którą ostatni raz widziało się jako „podlotka”, a teraz była już kobietą po dramatycznych przeżyciach, z dwójką dzieci i nowym facetem – Bennim Freitagiem - u boku.
W magazynie „Zusammen” znalazłam także ofertę fan-clubowego „sklepiku”, w którym można było kupić kasety Neny – w tym m.in. jej najnowszy album „Wunder gescheh’n”. Oczywiście zaraz pobiegłam na pocztę, żeby wysłać zamówienie, i przez następne tygodnie czekałam z niecierpliwością na moment, w którym usłyszę jej pierwsze dzieło po rozstaniu z zespołem. Powiem szczerze – podchodziłam do tego dość sceptycznie, byłam przekonana, że jej solowa płyta nie będzie dorównywała tym, które nagrała ze swoim dawnym „bandem”, ale oczywiście, koniecznie chciałam ją usłyszeć.
I wreszcie nadszedł ten dzień – 21 X 1991 r. W moim ręku znalazło się 5 kaset, które zamówiłam we fan-clubie: trzy składanki z hitami „Nena-Bandu”, płyta dla dzieci „Komm lieber Mai” i to, na co czekałam najbardziej: solowy album Neny „Wunder gescheh’n”.
Kiedy włączyłam tą kasetę i przesłuchałam 2 pierwsze kawałki – „Wunder gescheh’n” i „Du bist uberall” - moją pierwszą myślą było: „Boże, przecież to jest wspaniałe!!!” Przy trzecim utworze – „Hero” – nogi się pode mną ugięły…Autentycznie, omal nie padłam na kolana z wrażenia. Takiej Neny, śpiewającej z taką dozą uczucia i emocji, dotąd jeszcze nie znałam! Słuchałam tą piosenkę i łzy same napływały mi do oczu…Czegoś takiego nie przeżyłam wcześniej przy żadnej płycie Neny…
„Wunder gescheh’n” okazał się wyjątkowym albumem – albumem, którego przesłanie stało się dla mnie drogowskazem w czasach, kiedy wchodziłam w dorosłe życie. Nena nauczyła mnie wielu mądrych rzeczy, otworzyła mi oczy na sprawy, którymi wcześniej nie zawracałam sobie głowy. Wcześniej, w latach 80-tych, była dla mnie po prostu idolką, która imponowała mi swoją muzyką, głosem, zachowaniem i wyglądem. Teraz stała się niemal moim guru, kimś, kto uczył mnie, jak żyć, jak patrzeć na świat i jak radzić sobie w tej dżungli, jaką okazało się, tak przeze mnie oczekiwane, dorosłe życie. Przy jej nowych piosenkach płakałam, kiedy było mi żle, ale też czerpałam z nich siłę, nadzieję oraz wiarę w lepsze jutro…



A teraz parę moich refleksji na temat piosenek z tego kultowego albumu.

Wunder gescheh’n

Tytułowy utwór Nena napisała pod wpływem emocji i szczęścia, jakie przeżyła wtedy, gdy jej synek Christopher po raz pierwszy zapłakał – a jak wiemy, przez pierwsze tygodnie życia nie wydobywał w ogóle żadnego głosu. W tej piosence przekonuje nas ona o tym, że życie jest pełne małych cudów, które wydają nam się oczywiste, ale tak naprawdę to powinniśmy być za nie wdzięczni losowi, i cieszyć się nimi, bo to, co dla nas jest codziennością, dla wielu ludzi jest nieosiągalne…To tak, jak z synkiem Neny – dla każdej matki płacz dziecka jest czymś normalnym, czasem nawet denerwującym, a dla niej był po prostu cudem, o którym wcześniej tylko mogła pomarzyć… Ta piosenka jest odzwierciedleniem jej duchowej przemiany z beztroskiej dziewczyny w dojrzałą kobietę, której życiowe doświadczenia dodały odwagi i siły, i która się nigdy nie poddaje. Dla mnie jest to piosenka, która pomaga mi w najtrudniejszych chwilach - wtedy, gdy naprawdę potrzebuję wiary w cud…Nauczyła mnie też cieszyć się wszystkim, co otrzymuję od losu - nawet najdrobniejszą rzeczą, taką, która dla innych jest być może bez znaczenia. Ja już wiem, że tak naprawdę każda z tych drobnostek jest „małym cudem”, którego kiedyś może mi zabraknąć, więc muszę się nim cieszyć, dopóki jest.

Du bist uberall

To bardzo osobista pieśń, którą Nena napisała już po śmierci Christophera. Śpiewa tu o swoim bólu i cierpieniu, o tym, że wciąż nie może się pogodzić z jego odejściem, ale jednocześnie czuje, że on wciąż jest z nią, że tak naprawdę nigdy jej nie opuścił, bo żyje w jej sercu. Wbrew pozorom, piosenka nie jest zupełnie smutna, jest w niej jakaś siła, która emanuje pogodą ducha i nadzieją. Niezwykle piękny utwór, dla mnie absolutnie kultowy ( przez całe lata 90-te był bezkonkurencyjnym numerem 1 na mojej prywatnej liście przebojów!), wywołujący wielkie wzruszenie oraz refleksje nad życiem i śmiercią…



Hero

Najbardziej wzruszająca, przejmująca i chyba najsmutniejsza piosenka w repertuarze Neny…Istnieje wiele legend na temat, kiedy została napisana – jedna mówi, że kilka godzin po śmierci Christophera, inna, że tuż przed jego urodzeniem…Jak było naprawdę, tego się chyba już nie dowiemy, ale jedno jest pewne – słuchając ten utwór, mamy wrażenie, że stoimy nad grobem tego małego chłopczyka, słyszymy śpiewające nad nim ptaki i czujemy ból i cierpienie jego matki. Ból i cierpienie, które w tak niesamowity sposób przekazuje nam ona swoim spiewem. Pamiętam do dziś tamte początki, kiedy słuchając tą piosenkę wstrzymywałam oddech, by nie zagłuszać ani przez sekundę tego przecudownego głosu Neny… Kurcze, wtedy „Hero” było dla mnie jedną z najwspanialszych piosenek wszechczasów! I nadal ją tak samo kocham, choć oczywiście, dziś już brzmi trochę "archaicznie", i od tamtej pory Nena nagrała wiele innych, równie cudownych utworów. Ale chyba żaden nie będzie taką legendą jak „Hero”…

Schlaflied

Słodka kołysanka, w której na początku można usłyszeć głos małej, trzyletniej Nenki.... Słodka, ale jednak również smutna i przejmująca. Nena kołysze swego synka do snu i obiecuje mu, że jutro będzie mógł znowu cieszyć się życiem – i śpiewa w jego imieniu: „Mamusiu, pomóż mi, chcę mieć czas, by nauczyć się i zrozumieć ten świat…”

Weisses Schiff

Kolejny kultowy hymn – niezwykła, przejmująca pieśń, w której Nena w symboliczny sposób opisuje naszą drogę po śmierci: na białym statku w stronę nieznanego lądu, ukrytego gdzieś za horyzontem…Dla mnie to kolejny ”hit wszechczasów”, ale oczywiście nie „hit” w powszechnym tego słowa znaczeniu, czyli nie jakaś tam wpadająca w ucho piosenka, którą wszyscy znają…Nie, to jest wyższa klasa! To jest hit dla tych, którzy słuchają nie tylko uszami, ale i duszą.

No i oczywiście, to będą musieli mi zagrać na moim pogrzebie! Chociaż cały czas się zastanawiam, co wybrać - "Biały statek" czy "Der Anfang"...Hm, trudny wybór... Wink

Im Rausch der Liebe

Jedna z bardziej pogodnych piosenek na tej płycie – tymrazem Nena odeszła od tematów dotyczących śmierci i cierpień, i skupiła się na miłości. Fajny, przebojowy kawałek, taka chwila oddechu od wzruszeń i refleksji.



La Vie c’est la Chance

„Życie jest szansą”…I debiut Neny w języku francuskim! Prześliczna, melancholijna ballada, zaśpiewana przez nią pełnym ciepła i uczucia głosem, który wspaniale harmonizuje z dziecięcym chórem.

Keine Langeweile

Najbardziej przebojowy, dynamiczny i radosny kawałek na tej płycie. Nena opowiada tutaj o sobie, o swoim podejściu do miłości i do związku z ukochanym mężczyzną, którym wtedy był oczywiście Benni Freitag. Śpiewa tutaj, że zanim go poznała, była zupełnie innym człowiekiem, chciała zbyt wiele od życia, chciała być zawsze najważniejsza, a teraz dzieli z nim swoje troski i mimo, że czasem nie jest zbyt łatwa we współżyciu, i nie daje sobą manipulowac, to kocha go i nigdy się z nim nie nudzi.

Steht auf

Kolejny kultowy tekst, w swojej wymowie nawiązujący do „Wunder gescheh’n”: dodaje odwagi, nadziei i siły, dopinguje do walki z przeciwnościami losu, przywraca wiarę w szczęście…Przez długi czas był to mój najukochańszy tekst i do dziś jest mi bardzo bliski. Jest w nim wiele szczerości i autentyczności, bo przecież napisała go osoba, która sama także znalazła się na dnie rozpaczy, a jednak potrafiła się podnieść i odnaleźć sens życia. Refren piosenki jest wspaniałym odzwierciedleniem jej życiowego optymizmu: „podnieś się i naucz się znowu śmiać - zbyt wiele łez już wylaliśmy. Podnieś się i tańcz do białego rana – każda noc w końcu kiedyś mija, i wtedy życie się znowu budzi, i wszystko wygląda inaczej.” Proste słowa, ale właśnie dzięki temu tak bardzo prawdziwe. W dalszej twórczości Neny jeszcze niejednokrotnie pojawiało się to przesłanie.



Abschied

I na koniec zupełnie wówczas nowa, nietypowa twarz Neny, która przeistoczyła się tutaj w zmysłową femme fatale, śpiewającą w jazzowo-bluesowych klimatach. Hm, pamiętam, jak w tamtych czasach słuchałyśmy tą płytę razem z moją siostrą wieczorami przed zaśnięciem, i wtedy wyobrażałam sobie do każdej piosenki jakiś teledysk. Przy „Abschied” widziałam Nenę jako „wampa” w czarnej, wieczorowej sukni, z boa na szyi, który śpiewa leżąc na fortepianie…Och, to były czasy! W każdym razie jest to bardzo nietypowa piosenka, która pokazała mi zupełnie dotąd nieznane możliwości wokalne naszej Nenki.